Pezet: Nigdy nie chciałem zmieniać świata

2013-07-04 14:48:05 (ost. akt: 2013-07-04 14:51:30)

- Jestem przekonany, że gdybym ja, czy ktokolwiek inny, usiadł nad moimi tekstami z pierwszej płyty, to tam co chwilę się pojawia, że ja chcę stamtąd uciec, chcę się wyrwać, chcę mieć pieniądze – twierdzi Pezet, jeden z naciekawszych i napopularniejszych raperów w Polsce. Udało nam się z nim porozmawiać w autobusie Red Bulla po koncercie w Olsztynie.

Pezet: Nigdy nie chciałem zmieniać świata

Autor zdjęcia: https://www.facebook.com/pezet81

Marcin Szot: Domyślałem się, że zdarzało ci się wychodzić z koncertu, wskazywać na piszczące dziewczyny i mówić: ty, ty i ty. Za mną.

Pezet: Nie, tak nigdy nie było, nie na taką skalę. Ale w pewnym sensie było dobrze. Ale to nie jest ani dobre, ani fajne, ani ważne. To tylko może cię zepsuć.

M: Zaraz po ukazaniu się ostatniej płyty czytałem z tobą wywiad, w którym mówiłeś, że przestałeś imprezować.

P: W ogóle teraz nie imprezuje.

M: To co robisz w wolnych chwilach?

P: Różne rzeczy; muzykę, staram się zarabiać pieniądze, żyć, wyjechać gdzieś od czasu do czasu, pójść do kina, zjeść coś z dziewczyną na mieście. Żyję zupełnie normalnie. Pewnie jak każdy normalny człowiek.

M: Bo wiesz, od pierwszych płyt, w zasadzie chyba tylko oprócz „Muzyki Emocjonalnej”, przewija się u ciebie motyw grubej imprezy.

P: To prawda. Problem polega na tym, że teksty pisaliśmy głównie w momencie, gdy byliśmy w dużych trasach. Jeżeli to było połączone z imprezowaniem, a różnie było w życiu, to nagle się okazywało, że nie masz o czym innym pisać. Bo wyjeżdżasz w czwartek, wracasz w niedzielę i przez następne kilka dni dochodzisz do siebie, nie robisz nic. A później znowu wyjeżdżasz. A tam głównie grasz koncert i imprezujesz. I okazało się, że to jest jeden z powodów dla których moje życie przestało być normalne i przestałem móc mówić o rzeczach, które są ważne dla kogoś, kto żyje z dnia na dzień. Kto chodzi do pracy, wraca do domu, boryka się z problemami finansowymi. Z którymi ja też się kiedyś borykałem, ale jakby nie miałem nawet czasu się zastanowić. Rozumiesz? Po prostu nie mogłem przekazać nic innego, niż gruba impreza.

M: I teraz, po kilkunastu latach ciągłej imprezy, przestałeś. Jak wrażenia?

P: No wiesz, to nie jest tak, że nie imprezuję wcale. Ale jest dobrze. Lepiej mi się układa, może tak (śmiech).


M: Przed tym wywiadem rozmawiałem z kilkoma znajomymi, którzy słuchają rapu nałogowo i mówili mi, że wspominają z rozrzewnieniem przede wszystkim Twoje dwie pierwsze płyty z Noonem („Muzyka Klasyczna” i „Muzyka Poważna”). Mówili, że to było coś naprawdę wyjątkowego.

P: Wiesz, ja na to patrzę z różnych perspektyw. Mam znajomych w swoim wieku, którzy wychowywali się ze mną na tej muzyce i jeżeli już spotykamy się sporadycznie, to oni mówią mi to samo. I wiesz jaka refleksja mi przychodzi do głowy? Taka, że oprócz wszystkich zmian, oprócz tego, że zmienia się coś w muzyce, zmienia się też pokolenie. Oni się jakby na tym wychowali i poszli w coś innego. Ja w tym zostałem i to zmieniłem. I załapałem się na nowe pokolenie po prostu. To jest gdzieś tam fajne i gdzieś tam smutne. A refleksja na temat ludzi, którzy z rozrzewnieniem wspominają moje płyty… wiesz, mam na to taką odpowiedź, że ja też z rozrzewnieniem wspominam pewne rzeczy, na których się wychowywałem. Ale jak do nich wracam, to nagle się okazuje, że one wcale niekoniecznie są najlepsze. Tylko to jest sentymentalne podejście i tyle. No, ale to jest taka bolączka. Bo widzisz, te stare płyty się za mną ciągną i mnie już to trochę wkurwia. Jak teraz słucham tych tekstów myślę, że to są grafomańskie bzdety. „Jesteś laską ostrą jak tabasco”, srasko…

M: Ok. Ale np. „Ukryty w mieście krzyk” i wiele innych tekstów było świetnych. Nie oszukujmy się.

P: No, tak i nie. „Nie znajdziesz w sobie Bonda…” i, kurwa, kogo jeszcze w sobie nie znajdziesz?

M: Ale chodzi o to, że te teksty trafiały do ludzi. Że siedział sobie koleś w domu, słuchał twojej muzyki i myślał „to jest to, co mam w sobie. To jest to, o czym myślę”. Wydaję mi się, że z punktu widzenia artysty to najważniejsza rzecz, jaką można osiągnąć. Uchwycić rzeczywistość tak, jak istnieje ona w ludziach.

P: Tak jest. Ale mam taką odpowiedź dla ludzi, szczególnie ze starych czasów, że teraz też to znajduje w ludziach. Przy innych kawałkach. I ja też się zmieniłem. Wszystko się zmieniło. Ale nadal mam taką opcję, szczerze, że podbijają do mnie ludzie ze starych czasów i mówią: „stary, jak mogłeś coś takiego zrobić? To jest najgorsze.” I to jest trochę smutne. Robi mi się przykro, albo i nie, ale potem podbija do mnie ktoś inny, który jest trochę z innej bajki. I nawet jak na niego patrzę, widzę, że jest bliżej tego, czym ja jestem teraz. I to jest zajebiście miłe, bo on gada ze mną o moich nowych rzeczach i mówi: „stary, ale to świetnie napisałeś.” I wtedy wiem, że jest też ktoś, kto kuma to, co teraz robię.

M: W kawałku „Ukryty w mieście krzyk” mówiłeś, że rap to rewolucja. Pamiętam, że w okolicach 2000 roku większość moich znajomych zaczęła nosić szerokie spodnie. Każdy łapał zajawkę, słuchał rapu, robił graffiti, czy próbował pisać własne teksty. Mam wrażenie, że kultura hip-hopu była głosem, którego nie mieliśmy do tej pory.

P: Czyli z twojej perspektywy trafiliśmy do was?

M: Tak mi się wydaje.

P: Właśnie ja tego nigdy nie wiem. Zawsze się zastanawiałem, jakiego rodzaju to jest zjawisko. Czy to jest tak, że mimo tego, co się wydarzyło, ci ludzie nadal tego słuchają. Czy to nadal do nich trafia.

M: Myślę, że można to porównać do kultury punku i rocka w końcówce PRLu. Wielu młodych w demokracji postkomunistycznej nie miało nic, dopóki nie pojawił się hip-hop. I wy byliście ich głosem, bo siedzieliście z nimi na murku pod blokiem i zaczęliście o tym rapować.

P: Zawsze jest jakiś głos pokolenia. Pamiętaj, że dla kogoś starszego o 20, 30 lat ten rockowiec cały czas jest autentyczny. Cały czas kojarzy mu się z czymś, co przyniosło zmiany. Myślę, że dla ludzi z naszego pokolenia, to my będziemy symbolizować pewną zmianę. Czy ona nadal będzie dla nich ważna, czy nadal będzie coś ze sobą niosła, to już jest kwestia pewnych wyborów i podejścia do życia i muzyki. To tak, jak z punkowcami. Niektórzy z nich nie trawią tego, że coś się skomercjalizowało i że ktoś poszedł za bardzo w mainstream. Wiesz, bo idea była taka, żeby być razem i punkowcy powinni grać tylko na strajkach, nie zarabiać pieniędzy i tak dalej. To są wszystko pułapki.

M: I z rapem jest podobnie. Na początku pewien chodziło o pewien bunt wobec rzeczywistości. Tylko, że większość dalej siedzi na murku, a wy już dawno z niego zeszliście.

P: No, tak jest. Ja cały czas jestem na bieżąco z tym, co dzieje się w Stanach, Anglii. Słucham tego na bieżąco i czerpię z tego. I to tak, jakby powiedzieć, że Nas jest chujowym raperem, bo zanim wydał pierwszą płytę, siedział na ławce na Brooklynie, nie miał kasy i musiał dilować dragami, a teraz jest multimilionerem. I dlatego jest nieautentyczny?

M: A np. Jaz-Z, który tak siedzi w komercji, że już chyba bardziej się nie da? Myślisz, że to kwestia ewolucji rapu? Bo na początku rap był kojarzony głównie z głosem ludzi z dołów społecznych. Tych, co siedzą na tym murku.

P: Ja jestem jego wielkim fanem. I to nie jest prawda. Ja się w ogóle z tym nie zgadzam. Właśnie ci ludzie, jak Jay-Z, mają największe parcie na sukces. Największe parcie, żeby się z tych dołów wyrwać. I to jest klucz programu. I ja im tego życzę. I sobie również.

M: Czyli od początku chodziło o to, żeby się wyrwać z tego murku?

P: Oczywiście. Jestem przekonany, że gdybym ja, czy ktokolwiek inny, usiadł nad moimi tekstami z pierwszej płyty, to tam co chwilę się pojawia, że ja chcę stamtąd uciec, chcę się wyrwać, chcę mieć pieniądze. W kawałku „To tylko ja” mam wers: chcę tego hajsu, chcę konta w banku, chcę wszystkiego. To już było na pierwszej płycie. W moim przypadku nie o to chodzi, żeby zostać tam, skąd się pochodzi.

M: A nie masz wrażenia, że wielu rockmanów i raperów wciąż jedzie do przodu na wizerunku buntowników walczących z systemem?

P: To zależy. Jest takie powiedzenie. Możesz być przeciwko systemowi i dać mu się stłamsić, a możesz być przeciwko systemowi i go wydymać. Mówiąc brzydko. Ja uważam się za osobę stosunkowo mocno zbuntowaną ze względów innych niż zarabianie pieniędzy. Bo jest multum rzeczy, które mnie wkurwiają, przeszkadzają, denerwują. Jeśli chodzi o poglądy, zacofanie. O miliard rzeczy w tym kraju. Nigdy nie będę tego krył i nie kryłem, że próbuję zarobić pieniądze. Nie lubię być hipokrytą.


M: Po tych kilkunastu latach wciąż masz ambicje, żeby coś zmieniać, udowadniać, czy to już tylko zabawa?

P: Ja nigdy nie chciałem zmieniać świata. Nigdy nie czułem się na siłach. Coś ty?! To jest jakaś bzdura. Ja chciałem tylko zmienić swoje życie. Nienawidzę odpowiedzialności za słuchacza i takich bullshitów, które ludzie próbują wciskać artystom. Ja nie jestem zespołem punkowym, ani politycznie zaangażowanym. Mam to w dupie. Zawsze mówiłem o swoim życiu. O swoich subiektywnych opiniach, prostych przeżyciach i o tym, że chcę swoje życie zmieniać. Wszystko koncentrowało się na tym, że pochodzę stąd, skąd pochodzę. Że nie jestem z wyżyn społecznych i że to chcę zmienić. Koniec.

M: Masz już jakiś pomysł na następną płytę?

P: Nie mam. Prawdę mówiąc na razie nie chcę nic robić.

M: I teraz też chyba za bardzo nie masz o czym pisać. Bo co, będziesz pisał o tym, że siedzisz w domu z dziewczyną?

P: To rzeczywiście jest jakaś pułapka. Chociaż szczerze mówiąc, właśnie chciałbym o tym napisać. Bo to by było wyzwanie. Bo wiesz, bardzo łatwo się pisze o rzeczach, które są trochę jak film o rockandrollu. Jeżeli nagram następną płytę, to będzie to spokojna płyta o przemyśleniach dorosłego człowieka. O dużej zmianie. Tak mi się wydaje dziś. Ale czy ja ją nagram? Nie wiem.

„Pezet”, czyli Paweł Kapliński. Raper, oraz właściciel wytwórni i marki odzieżowej Koka Beats. Rocznik 1980. Pierwsze kawałki nagrywał w grupie „Płomień 81”. Do tej pory wydał pięć solowych albumów oraz dwie z bratem – Michałem „Małolatem" Kaplińskim. Jego ostatni album „Radio Pezet" stworzył wiele kontrowersji w środowisku hip-hopowym. Współprowadzi program „Muzyka Nowoczesna" na antenie RBL.TV.

Marcin Szot
m.szot@gazetaolsztynska.pl

Komentarze (0)

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB